6 miesięcy w Azji,  Dubaj

Dubaj – chyba się (nie?) polubimy

Dubaj przywitał nas na gorąco i na wesoło. To, że będzie raczej ciepło, to wiedzieliśmy ale że staniemy się na chwilę gwiazdami Dubaj Express to już  niekoniecznie. To musiało śmiesznie wyglądać, gdy biegliśmy przez halę na lotnisku, a na plecach podskakiwały nam 14kg plecaki. Szkoda, że nie mogliśmy tego zobaczyć w zwolnionym tempie. Nasz występ był spowodowany tym, że automat na przystanku, gdzie należy kupić bilet (w naszym przypadku Silver card) nie przyjmował banknotów o nominale wyższym niż 50 AED. A my na bogato i same setki w portfelu. No i co teraz? Bus się grzeje, a my nie możemy kupić biletu. Uczynny kierowca podpowiedział nam, że może na hali na lotnisku nam rozmienią. W te pędy ruszyliśmy we wskazanym kierunku. Na szczęście udało się rozmienić kasę w kantorze i nabyć 2 karty po 25 AED. Kiedy już odbyła się część oficjalna tj. zakup karty na lotnisku, udaliśmy do hotelu. Najpierw autobusem N55 pojechaliśmy do stacji metra Ibn Battuta. Niestety okazało się, że właśnie je zamykają. Nie pozostało nam nic innego jak szarpnąć się na taxi. Koszt tej przyjemności to 70 AED z stacji metra do hotelu Gevora.

Szybkie mini rozpakowanko i spanie. Po ok. 2 godzinach snu tj. o godzinie 4.30 ruszyliśmy na wschód słońca na pustyni. Było warto wstać o tak nieludzkiej porze. Widoki niezapomniane, a i współtowarzyszy tylko kilku więc spokojnie można było przejść się w samotności i kontemplować. Z hotelu na pustynie jechaliśmy niecałą godzinę. Oczekiwanie na wschód słońca umilało nam śniadanko. Mieliśmy sporo czasu na sesję zdjęciową, a pod koniec zostaliśmy przewiezieni przez pustynię pojazdem 4×4. Fajne doświadczenie takiej jazdy po piaskowych wzniesieniach.

Na koniec zostaliśmy odstawieni do hotelu. Tam się przebraliśmy i ruszyliśmy „w miasto”. Zaczęliśmy od tzw. starej części Dubaju. Metrem dojechaliśmy do stacji Bur Juman (czerwona linia) i następnie przesiedliśmy się do zielonej i dojechaliśmy do stacji Al Fahid. Najpierw poszliśmy zobaczyć Al Fahid Historical District. Jest to miejsce, gdzie można zobaczyć jak wyglądało życie w XIX wiecznym Starym Dubaju. Znajduje się tam wiele budowli tradycyjnych dla tego regionu. W niektórych są galerie sztuki, muzea, restauracje i sklepiki. Trąca, co prawda,  sztucznością ale jest to miła odmiana od widoku wieżowców. Miejsce położone jest nad Dubaj Creek.

Następnie skierowaliśmy nasze kroki do Wielkiego Meczetu w Dubaju. Dalej przeszliśmy przez souk, który jest królestwem przypraw i perfum. Aż kręci się w głowie od tych zapachów. Aby przeprawić się na drugi brzeg poszliśmy do terminalu promowego, skąd małą łódką za 1 dirhama dostaliśmy się do Deiry. Tam już można spotkać więcej autentyczności. Poszliśmy na Old Souk Deira, gdzie zagubiliśmy się pośród uliczek ze straganami. Gównie sprzedawane są tam przyprawy, wyroby z jedwabiu i pamiątki. Prawdopodobnie sprzedawcy mieli poważny problemy ze wzrokiem, gdyż wołali za Kasią „Shakira, Shakira”, a Kasia jest podobna do niej jak dzień do nocy.

W końcu trafiliśmy na Deira Gold Souk. Mało nie oślepliśmy od blasku złota i diamentów. Niektóre „wisiorki” były tak wielkie, że zapewne właścicielka poszła by z nimi na dno, gdyby wpadła do wody. Można tam też stać się właścicielem złotego „Roleksa” w bardzo dobrej cenie albo torebki „Lui Witon”.

Upał nas zmęczył niemiłosiernie więc wróciliśmy do hotelu na regeneracyjną drzemkę. Obsługa hotelu była bardzo zaniepokojona naszym powrotem i budziła nas co chwilę telefonami, proponując wizytę w restauracji hotelowej lub w spa. Kiedy nie odbieraliśmy telefonu postanowiła wysłać człowieka do zadań specjalnych, który na własne oczy miał się upewnić, że wszystko jest ok. Skoro nie dali nam spać pojechaliśmy do Dubaj Marina. Metrem dojechaliśmy do stacji DMCC, z której do mariny doszliśmy na piechotę. Można też na tej stacji przesiąść się do tramwaju, który jeździ przez centrum mariny.

Dubai Marina  to dzielnica położona nad wodami zatoki Perskiej oraz wzdłuż sztucznego jeziora, które połączone jest z morzem. Jezioro otoczone jest kilkuset wieżowcami, z których najwyższe mają ponad 400 metrów wysokości. Budynków jest tak dużo i są tak gęsto zabudowane, że aż przytłaczają, ale ciągle stawiane są nowe. Głównie są to hotele i apartamentowce. Kształty tych budowli pokazują, że czasami architektów za bardzo poniosła fantazja. W marinie cumują najdroższe jachty na świecie. Można wybrać się na rejs po marinie imitacją tradycyjnego arabskiego statku albo przejść się promenadą, która ma aż 7 kilometrów długości. My wybraliśmy tą drugą opcję. Od strony morza rozciąga się plaża, można z niej podziwiać młyńskie koło na Bluewaters Island. Z okien hoteli położonych od strony morza widać wsypę palmę Jumeirach, która znajduje się niedaleko.

Z mariny tą samą drogą wróciliśmy do centrum aby obejrzeć pokaz fontann pod Burj Khalifa. Wysiedliśmy na stacji metra Dubai Mall, a stamtąd baaardzo długim chodnikiem zawieszonym nad ziemią dotarliśmy do największego centrum handlowego na świecie. Przejście jest tak długie, że zamontowano w nim ruchome chodniki aby ułatwić ludziom dojście. Pokaz fontann odbywa się na sztucznym jeziorze położonym na terenie Dubai Mall u stóp Burj Khalifa.

Pokaz odbywa się w ciągu dnia o godzinie 13.00 i 13:30 oraz wieczorem co pół godziny od 18.00 do 22.00. Jest to widowisko światło i dźwięk czyli połączenie pokazu fontann z muzyką i iluminacjami na Burj Khalifa. Pokaz jest krótki, nie prezentuje żadnej określonej historii, ale i tak warto to zobaczyć. Pomiędzy kolejnymi pokazami fontann są wyświetlane dodatkowe iluminacje na budynku.

Umęczon upałem wróciliśmy do hotelu. Tam zobaczyliśmy zbiegowisko ludzi i straż pożarną z karetką. Okazało się, że właśnie trwa ewakuacja naszego hotelu ze względu na zadymienie strefy spa. Zostaliśmy wsadzeni do autobusu bez możliwości zabrania bagażu, czyli tak jak staliśmy w przepoconych ciuchach. Zawieźli nas do innego hotelu, gdzie spędziliśmy noc. Bagaż mogliśmy zabrać dopiero następnego dnia w asyście pracownika hotelu. Winda jeździła tylko do 41 piętra i na nasze 59 musieliśmy udać się „z buta”. W tamtym momencie naprawdę cieszyliśmy się, że nie dali nam pokoju na wyższym piętrze. 

Jeszcze przed wyjazdem do Dubaju nawiązaliśmy kontakt z osobą pracującą w Burj Khalifa, która wprowadziła nas do Vip roomu na 123 piętrze z pominięciem kolejek i tłumu turystów. Burj Khalifa to symbol Dubaju, obecnie jest najwyższym budynkiem na świecie, ma 829 metrów wysokości. Jego dominacja już wkrótce zostanie zakończona, może już w przyszłym roku w Arabi Saudyjskiej oddany zostanie Jeddah Tower, którego wysokość przekroczy 1 kilometr. Ponieważ Dubaj musi być zawsze NAJ, trwa już budowa Dubai Creek Tower, który osiągnie 1300 metrów. Jeśli chodzi o NAJ to w Burj Khalifa na 123 piętrze znajduje się najwyżej położona biblioteka na świecie a na 127 piętrze znajduje się najwyżej położony meczet. Jest tam też najwyżej położony taras widokowy na 148 piętrze. Umycie wszystkich okien zajmuje 4 miesiące, Burj Khalifa ma do tego własną ekipę, która myje okna nieustannie. Na najwyższych piętrach do mycia okien używane są specjalnie zaprojektowane roboty myjące. Początkowo budynek miał się nazywać Burj Dubaj czyli wieża Dubaju, jednak zmieniono jego nazwę na cześć władcy sąsiedniego Abu Dhabi, Khalifa bin Zayeda, który wspomógł gospodarkę Dubaju będącą w kryzysie kwotą 25 mld dolarów. Widok z budynku jest naprawdę imponujący. Widać z niego doskonale okoliczne wieżowce. W oddali z jednej strony widać sztuczne wyspy na morzu, a po drugiej stronie bezkresną (jeszcze) pustynię. Dopiero z góry można przekonać się na własne oczy jak wielkie jest centrum handlowe Dubai Mall. Powierzchnia jego to 112.4 ha. Znajduje się w nim 1200 sklepów i 120 kawiarni. Ponadto jest lodowisko, wodospad, kino i akwarium. Znajdziecie tam też szkielet dinozaura.

Jest jeszcze kilka rzeczy wartych obejrzenia, w tym słynny meczet w Abu Dhabi, ale my byliśmy tam tylko „przelotem” przez dwa dni i po prostu nie wystarczyło nam czasu. Na chwilę obecną nie jesteśmy pewni czy jeszcze kiedyś wrócimy do Dubaju. Tak na świeżo mamy takie przemyślenia, że nie był on dla nas zbyt gościnny. Oczywiście to, że polecieliśmy w maju kiedy są upały, to nasza wina. Nieszczęśliwie nasz pobyt zbiegł się z początkiem ramadanu. Ponadto jest tam naprawdę drogo. To wszystko przemawia in minus. Dodatkowo atrakcja z ewakuacją hotelu nie poprawiła wyniku. Nie mówimy „nigdy” i może z czasem zmienimy zdanie.

Informacje praktyczne dot. poruszania się po Dubaju.

Generalnie najlepiej poruszać się metrem, które posiada 2 linie, czerwoną i zieloną. W tym celu należy nabyć drogą kupna kartę NOL. Dla turystów są trzy rodzaje karty tj.

Silver – koszt to 25 AED, z czego 6 AED to koszt karty, a reszta do wykorzystania na przejazdy – kartę przykłada się do czytnika na wejściu i przy wyjściu z środka transportu. Ważne, żeby móc wykonać przejazd na karcie musi zostać min. 7,5 AED, nawet jeśli przejazd kosztuje 3 lub 5 AED.

Gold – koszt jak dla karty Silver tj. 25 AED, w tym 19 AED do wykorzystania na bilety, z tym, że koszt przejazdu jest dwukrotnie wyższy, ale można go pokonać na bogato w strefie premium.

Red – papierowy bilet za 2AED, który można doładować do 10 pojedynczych podróży. Ważny jest tylko na jeden środek transportu, albo metro albo bus.

Po wykorzystaniu środków karty Silver i Gold można doładować w automacie lub w okienku, gdzie sprzedają bilety.

Podsumowanie kosztów za 2 osoby:

  • 2 noclegi hotel Gevora 472AED
  • Taxi do hotelu (zwiało nam ostatnie metro i nie było innego środka transportu) 70AED
  • Karta na transport publiczny (karta + doładowania) 90AED
  • Transport w postaci łódki w starej dzielnicy 4AED (1AED za osobę)
  • Jedzenie 125AED
  • Wschód słońca na pustyni 397AED
  • Napiwki 20ED
  • Wjazd na Burj Khalifa 300AED
  • Razem 1458AED.

Nie ujęliśmy w podsumowaniu finansowym kosztu zakupu biletu lotniczego bo użyliśmy punktów, które zbieramy dokonując płatności kartą kredytową.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: