
Litwa campervanem z psem
Naszą główną destynacją podczas tej podróży była Estonia ale nie chcieliśmy tylko przejechać przez Litwę oraz Łotwę i zależało nam aby zobaczyć nasze top of the top w tych krajach. I tak zrealizowaliśmy poniższy plan, który uważamy za całkiem udany, biorąc pod uwagę małą ilość czasu, którą przeznaczyliśmy na ten kraj. Wiemy już, że chcemy tam wrócić.
Nasza trasa wyglądała następująco: Jezioro Obelija – Delta Niemna – wieś Minija (Minge) – Vente – Kłajpeda – Mierzeja Kurońska

Oto, co udało się nam zobaczyć:
1 dzień to przystanek nad jeziorem Obelija. Z Warszawy ruszyliśmy wcześnie rano z zamiarem jak najszybszego dotarcia nad jezioro i spędzenia czasu na nic nierobieniu. Jak zajechaliśmy na miejsce, to nad samym jeziorem nie było miejsca aby stanąć na noc (akurat było święto) ale nie zniechęciliśmy się tylko ruszyliśmy drogą, która prowadziła na górę i tam stanęliśmy, skąd mieliśmy super widok na jezioro oraz okolicę. Oczywiście praktycznie od razu ruszyliśmy na rekonesans. Droga poprowadziła nas wprost nad wodę, a że było bardzo gorącą to skorzystaliśmy z okazji aby schłodzić się i psiaka. Ostatni raz takie czyste jezioro widzieliśmy za dzieciaka. Jest to naprawdę fajne miejsce na odpoczynek i rozprostowanie kości po podróży. Jezioro Obelija leży na terenie Parku Regionalnego Metilii obejmującego trzy otoczone wydmami jeziora tj. Dusia, Metelii i Obelija. Jeziora znane są z krystalicznie czystej wody, żyjących tu żółwi błotnych, a także wielu gatunków ptaków.







2 dzień to ciąg dalszy chill’u do południa. Nie za bardzo chciało nam się ruszać z tego miejsca ale była długa droga przed nami. Ruszyliśmy trasą wzdłuż Niemna w kierunku jego Delty. Niestety przez kiepskie drogi dłużyło się niemiłosiernie. A co nas i Dukacika wytrzęsło to nasze hehe. Tego dnia nie zdążyliśmy zrobić nic więcej sensownego, poza znalezieniem na szybko miejscówki na nocleg.


3 dzień to w końcu zwiedzanie Parku Regionalnego Delty Niemna, powołanego w 1992 r. Zaczęliśmy od uroczej wioseczki Minija nad rzeką Minia, która jest prawym dopływem Niemna. Nie prowadzi tu żadna większa droga, a atrakcją tego miejsca jest przepływająca przez środek wioski rzeka Minia. To chyba jedyna wieś, gdzie umowną drogą jest rzeka. Ponoć przez Litwinów nazywana jest „Litewską Wenecją”, co oczywiście jest przesadą ale po dotarciu do tego miejsca takie porównanie samo może się nasunąć. Po obu stronach rzeczki znajdują się urokliwe domki-chaty rybackie, a na wodzie kołyszą się leniwie łódeczki. Fajnie to musi wyglądać, kiedy mając chęć na spotkanie z sąsiadem lub pożyczenie cukru czy jajka, zamiast przejść na drugą stronę „drogi”, trzeba uruchomić np. łódeczkę. W większości domków prowadzona jest agroturystyka, a w sezonie organizowane są rejsy. Panuje tam taki spokój, że mijając drewniane domki zachciało nam się spędzić w nich kilka dni i z lekką zazdrością patrzyliśmy na wczasowiczów spożywających leniwe śniadanko w ogrodzie z widokiem na rzekę. Po jednej stronie znajduje się nawet kawiarenka, gdzie można przysiąść i przy kawie lub innym napoju kontemplować okoliczności przyrody. Spokojny spacer wzdłuż uroczych domków zajął nam około godzinę.






Następnie ruszyliśmy na przylądek Vente, który położony jest kilka kilometrów od Miniji. Tu już spotkaliśmy więcej ludzi, choć do tłumów było jeszcze daleko. Jego długość wynosi ok. 5,5 km i znajdziecie tam najstarszą latarnię morską na Litwie, zbudowaną w roku 1863. Na końcu znajduje się molo o długości 250 m., którym można pospacerować, a jak wytężycie wzrok to zobaczycie Mierzeję Kurońską wraz z jej wydmami. Przylądek Vente to również „ptasi raj” ze stacją ornitologiczną. Charakterystyczne są wiszące na słupach ogromne siatki do łapania ptaków. Ptaki są tu obrączkowane i wypuszczane na wolność.





Ostatni przystanek tego dnia to Kłajpeda, skąd mieliśmy ruszyć promem na Mierzeję Kurońską. Ze względu na Franka, aby go niepotrzebnie nie stresować, raczej omijamy miasta ale w związku z tym, że nie było dużo ludzi, postanowiliśmy skorzystać z okazji i pospacerować. Miasto to ma duży port morski, który jest jedynym północnym portem na Bałtyku, który nie zamarza. Miastami partnerskimi są Gdynia i Szczecin. Kłajpeda ma bogatą historię sięgającą 1252 roku, kiedy Krzyżacy zbudowali tu zamek Memelburg. Miasto należało do Korony Królestwa Polskiego, Prus, Rosji i Litwy później należała do ZSRR (w między czasie była też III Rzesza), aby w roku 1990 wrócić do Litwy.


Od jakiegoś już czasu nie biegamy od zabytku do zabytku tylko raczej szlajamy się po uliczkach w myśl zasady, że jak mamy coś zobaczyć, to zobaczymy po drodze. Oczywiście na początku ustalamy kilka najważniejszych miejsc, które chcielibyśmy zobaczyć, z naciskiem, że chcemy ale nie musimy, a potem to już na luzie.
Największą atrakcją jest starówka, która została odrestaurowana po wojennych zniszczeniach i pożarach w latach 70 XX wieku. W jej okolicy znajdują się domy z muru pruskiego, które uwielbiamy. Oczywiście nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie wyglądali na każdym kroku murali. Pierwsze zobaczyliśmy już przy parkingu, na którym pozostawiliśmy samochód, kolejne zaś podczas spaceru uliczkami miasta.


Zwiedzanie zaczęliśmy od Placu Teatralnego, gdzie dumnie stoi pięknie odnowiony budynek teatru. Na środku placu stoi pomnik Anusi z Tharau, bohaterki znanej niemieckiej piosenki. Na swoje miejsce powróciła w roku 1990, po usunięciu jej w 1939, gdyż podobno Hitlerowi nie spodobało się to, że stała do niego tyłem, gdy przemawiał z balkonu teatru.
Dalej poszliśmy uliczkami starówki w poszukiwaniu budynków z muru pruskiego, z którego słynie miasto. Takie budynki znajdują się między innymi na urokliwej uliczce Aukštoji. Warto też zajrzeć na Dziedziniec Sztuk Pięknych otoczony budynkami dawnych magazynów, gdzie można zapoznać się z litewskim rękodziełem.
Będąc w Kłajpedzie warto też przespacerować się brzegiem rzeki Dane, gdzie znajdują się stare magazyny portowe. Jest tu wiele restauracji z widokiem na cumujące na rzece statki, a między innymi piękny żaglowiec Meridians. Atrakcją jest też sterowany ręcznie most obrotowy, a obok niego znajdziecie rzeźbę Czarnego Ducha która wychodzi z kanału.
Stamtąd już niedaleko do pozostałości po Krzyżackim zamku Memelburg, w których znajduje się niewielkie muzeum.
Dla osób lubiących innego rodzaju wrażenia miasto to oferuje np. nocny spływ kajakowy, rejs eklektycznym katamaranem czy też nocne życie.





4-5 dzień minął nam na pobycie na Mierzei Kurońskiej. Przyjechaliśmy tam głównie ze względu na wydmy i rybackie osady. I się nie zawiedliśmy. Jedyny minus był taki, że ze względu na to, że to teren Parku Narodowego, nie mogliśmy spać na dziko (złamanie zakazu grozi wysokim mandatem). Na mierzei są tylko dwa pola campingowe, więc dużego wyboru nie ma. Pierwszy znajduje się do niedaleko portu, do którego wpływa prom, a drugi na końcu części należącej do Litwy. My wybraliśmy ten drugi tj. Nidos Kampingas, na którym spędziliśmy dwie noce. Koszt to niecałe 50 Euro za dwie osoby, psa oraz samochód (bez dodatkowych opłat był dostęp do łazienek, a na koniec pobytu zrobiliśmy serwis zrzucając szarą wodę, opróżniając toaletę i napełniając baniak z wodą czystą). Na terenie campingu znajduje się m.in. kort tenisowy i restauracja.
Mierzeja Kurońska ma ok. 100 km długości, z czego do Litwy należy mniej więcej połowa, reszta to ruskie. Naszym celem były głównie wydmy, ale warto też pospacerować po osadzie Pervalka oraz po uroczej mieścince Juodkrante. Znajduje się tam dużo uroczych drewnianych i kolorowych chatek. Zwiedzając tą ostatnią, polecamy wybrać się na Wzgórze Czarownic, gdzie w lesie znajduje się ok. 80 drewnianych rzeźb przedstawiających postacie z litewskich baśni i legend. Część rzeźb jest naprawdę duża, a leśne otoczenie robi dodatkowe wrażenie.







Osada Nida, w której znajduje się kamping, jest najbardziej popularna. To taki kurort z dużą liczbą restauracji rybnych, deptakiem i innymi atrakcjami. Nie nasze klimaty więc tylko raz poszliśmy tam aby zjeść obiad. Znajduje się tam słynna restauracja Tik Pas Joną, w której można zjeść na miejscu i na kupić wynos świeżutkie i wędzone rybki oraz owoce morza. My opuszczając wyspę nie omieszkaliśmy zrobić tam zakupów i polecamy to miejsce bo jedzonko przepyszne.







Wracając do wydm, to są one dwie. Pierwsza, patrząc od wjazdu na mierzeje, to Nagliu położona jest przy osadzie Pervalka, druga Parnidžio w Nidzie. Na obie wydmy można wejść z psem na smyczy, co mega nas ucieszyło, bo w Polsce niestety nie jest to takie oczywiste. Wydmy zajmują ok. 12% całej mierzei, a lasy 70%.







Najbardziej spektakularne wydmy to Nagliu, położone przy drodze, między wioskami Juodkrante i Pervalka. Wstęp na nią kosztuje 5euro, a przed wejściem znajduje się nieduży parking. Drewniany podest o długości 1 km. prowadzi do mini wieży widokowej, z której rozpościera się piękny widok na morze i otaczające wydmy. Najwyższa wydma ma ok. 53m.wysokości.
Druga wydma tj. Parnidžio znajduje się w Nidzie, nad samą granicą z ruskimi. Uwaga, tu lepiej wyłączyć transmisję danych bo może nas to sporo kosztować. Tu mamy do wyboru kilka wyznaczonych ścieżek więc możemy spędzić na niej naprawdę sporo czasu. Warto również się udać na wschód lub zachód słońca, a najlepiej na oba te spektakle.






Poza mnóstwem szlaków spacerowych, znajdują się tam również szlaki rowerowe m.in. 50km. EuroVelo 10. Uważamy, że Mierzeja Kurońska to punkt obowiązkowy na mapie Litwy😍💥.
Na Litwie byliśmy w dniach 15-19 sierpnia 2024 roku.
