Europa,  Włochy

Katania i okolice w 3 dni

To nasza pierwsza wizyta na Sycylii. Przylecieliśmy do Katanii tylko na długi weekend listopadowy więc plan mieliśmy dość napięty. To już nasza dwunasta wizyta we Włoszech i ciągle jeszcze wiele nieodkrytych miejsc przed nami. Teraz mały spojler, sama Katania nie specjalnie przypadła nam do gustu. Niby miała być podobna do naszego ukochanego Neapolu, ale my nic takiego nie zauważyliśmy. Może za bardzo się nastawiliśmy z powodu tego rzekomego podobieństwa ale te wszechobecne śmieci nas pokonały. Również atmosfera miasta i jedzenie nie przekonały nas. Za to Taormina i Syrakuzy to zupełnie inna para kaloszy. Cały czas się spieramy między sobą, które z tych miasteczek jest ładniejsze. Nie przymulając, zapraszamy na opis tras jakie pokonaliśmy aby zwiedzić te miejsca. Od pewnego czasu staramy się zwiedzać nieco wolniej więc zapewne można było więcej upchnąć do planu ale my lubimy przesiadywać w knajpach, delektować się kawą, spritz aperolkiem i dobrym jedzonkiem więc czasu starczyło nam tylko na tyle.

Katania

Miasto leży u podnóża wulkanu Etna, co bardzo odbiło się na jego historii, gdyż było niszczone przez potoki lawy i potężne trzęsienia ziemi. Historia Katanii sięga czasów greckich, miasto powstało w 729 roku p.n.e, i w swojej historii było rządzone przez Greków, Rzymian, Bizancjum, a nawet Arabów oraz Normanów. Patronką miasta jest święta Agata, która zginęła tam męczeńską śmiercią, a symbolem miasta jest słoń. 

Zwiedzanie Katanii zaczęliśmy od placu uniwersyteckiego bo był najbliżej naszej kwatery. Jego powstanie datuje się na moment wybudowania budynku uniwersyteckiego tj. 1696 r. To historyczne centrum miasta, na którym znajduje się kolorowa figura wielkiego słonia. Następnie poszliśmy Via Etna na Piazza Duomo, przy którym stoi katedra, oczywiście pod wezwaniem świętej Agaty, patronki miasta. Budynek jest przykładem baroku sycylijskiego, który narodził się w Katanii. Katedra jest naprawdę piękna i zrobiła na nas wrażenie. Powstała ona na miejscu normandzkiego kościoła z X wieku, a obecny kształt katedry pochodzi z 1669 roku.

Na środku placu stoi pomnik (ponownie) ze słoniem, tym razem niosącym kolumnę. Słoń jest wyrzeźbiony z lawy. Pewnie zastanawiacie się, skąd tyle słoni. Jak wspomnieliśmy wcześniej, to zwierzę jest symbolem miasta Katania i ma chronić przed nieszczęściami, w tym przed wybuchem wulkanu Etna.

W rogu Piazza Duomo stoi Fontana dell’Amenano, jest to jedyne miejsce w mieście, gdzie widać podziemną rzekę Amenano, która płynie pod miastem. Dalej mijając fontannę, doszliśmy do targu rybnego. My niestety byliśmy tam około południa więc większość stoisk było już nieczynnych i targ powoli pustoszał. Na pewno warto wpaść tam z samego rana bo ponoś dużo tam się dzieje. Na targu zjedliśmy owoce morza w papierowym rożku w Scirocco Sicilian Fish Lab. Było smacznie, a porcje solidne. Niestety doszło do nieprzyjemnego zdarzenia, a mianowicie Kasi przytrafiło się w tym miejscu zatrucie pokarmowe. Trochę to dziwne bo to miejsce polecają praktycznie wszyscy. My niestety musieliśmy wszelkie miejsca z owocami morza omijać z daleka, bo Kasi, jak tylko poczuła ich zapach, przewracało się w żołądku.

Dalej krążąc po bocznych uliczkach doszliśmy do Teatro Romano. Teatr jest ukryty między kamienicami więc trzeba uważać aby go nie przegapić. Niestety część przejść jest zamkniętych ale i tak warto tam wejść. Teatr Rzymski powstał w I w.n.e. na gruzach teatru Greckiego z V w.p.n.e .Cały czas trwają tam prace konserwatorskie, odkrywane są pozostałości greckiego teatru. Teatr mógł pomieścić 7000 widzów. Jak wiele starożytnych budowli, z biegiem czasu był rozbierany, a kamieni używano do budowy kościołów i pałaców w mieście. Na gruzach zbudowano domy, dzisiaj teatr jest dookoła ciasno zabudowany kamienicami.

Następnie poszliśmy do kościoła św. Mikołaja, który z zewnątrz wygląda jakby był niedokończony. Wewnątrz nie jest jakoś bardzo ciekawie ale weszliśmy na punkt widokowy na dachu kościoła, z którego bardzo ładnie widać całe miasto. Niestety tego dnia chmury złośliwie zasłoniły Etnę. Obok kościoła jest były klasztor Benedyktynów, w którym dzisiaj mieści się wydział humanistyczny uniwersytetu Katanii. Klasztor jest wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Został założony w 1558 roku i jest jednym z największych tego typu kompleksów w Europie. Budynek przetrwał wielką erupcję Etny z 1669 roku, chociaż lawa zniszczyła stojący obok kościół. Niestety w 1993 został zniszczony przez potężne trzęsienie ziemi, które zniszczyło całe miasto. Po tej katastrofie klasztor został odbudowany jeszcze piękniejszy, a w odbudowie uczestniczyli najlepsi architekci z Sycylii. Polecamy aby wejść tam i pokręcić się trochę, szczególne wrażenie robi dziedziniec i pięknie zdobiona klatka schodowa. W klasztorze organizowane też są nocne zwiedzania.

Dalej poszliśmy na Via Crociferi, gdzie stoi kilka pięknych kościołów. Na końcu ulicy znajduje się piękna Villa Cerami z niewielkim ogrodem, w której siedzibę aktualnie ma wydział prawa lokalnego uniwersytetu. Spacerując niespiesznie doszliśmy aż do parku Villa Bellini, który jest jednym z dwóch najstarszych ogrodów w Katanii. Wśród drzew znajdziecie wiele posągów, jest tam też roślinny kalendarz pokazujący aktualną datę. Codziennie ktoś przesadza rośliny żeby zmienić cyferkę!!! Trochę to dziwny pomysł. Oczywiście w między czasie były lody, kawa i spritz aperol. Na koniec dnia poszliśmy na pizzę do Pizzeria Deposito Bagagli, była bardzo dobra więc możemy polecić to miejsce. 

Taormina

Drugiego dnia pojechaliśmy do Taorminy. Ale zanim udaliśmy się na dworzec autobusowy, to poszliśmy  zobaczyć budynek opery czyli Teatro Massimo Bellinii, przy okazji zjedliśmy nieopodal typowe włoskie śniadanie. Następnie wsiedliśmy do autobusu (biletu nie można kupić w okienku na dworcu ani w autobusie, trzeba podejść kilkadziesiąt metrów dalej do punktu obsługi pasażera) i po około godzinie dotarliśmy do Taorminy.

Taormina to podobno najładniejsze miasteczko na wyspie i jedno z najładniejszych we Włoszech. Na pewno jest to jedno z najpiękniej położonych miast jakie widzieliśmy. Położone na kilku poziomach, na zboczach góry Monte Tauro i jednocześnie nad brzegiem morza z widokiem na wulkan Etna w tle. Trudno to opisać, najlepiej samemu zobaczyć. Centrum miasta leży na wysokiej skarpie, ponad 150 mnpm, poniżej jest część z dworcem kolejowym, plażami i wyspą Isola Bella. Wysoko nad miastem jest jeszcze miejscowość Castelmola, uważana za część Taorminy. Pomiędzy poziomami można poruszać się pieszo, co nie jest proste bo ścieżki są strome. Można też pojechać autobusem, a między centrum miasta, a dolnym poziomem jeździ kolejka linowa. Taormina jest rzeczywiście piękna, jest tam wiele pocztówkowych miejsc. Uliczki są bardzo czyste i zadbane oraz kolorowo udekorowane m.in. ceramiką. Jest też kilka miejsc widokowych z panoramą na morze lub Etnę. 

Naszą wizytę rozpoczęliśmy od Teatro Antico. Teatr jest nieźle zachowany i naprawdę duży ale i tak największe wrażenie robią widoki jakie się z niego rozpościerają. Tego dnia mieliśmy szczęście z pogodą, było słonecznie, powietrze było przejrzyste i wulkan Etna widać było jak na dłoni.

Z teatru, wąskimi uliczkami, zeszliśmy do parku przy Villa Comunale. Park został założony pod koniec XIX w. przez lady Trevelyan, która podobno uciekła z Anglii po tym, jak wyszedł na jaw jej romans z następcą tronu. Z tarasów parku rozpościera się jeden z najlepszych widoków na miasto. Przyszedł czas na odpoczynek, więc poszliśmy do polecanego w internetach Bam Baru na pyszną granitę. Widać, że to popularne miejsce, gdyż w listopadzie wszystkie stoliki na zewnątrz były zajęte. Sama okolica baru jest również bardzo kolorowe, wiele tam ciekawych ozdób.

Odpoczęliśmy przy granicie i ruszyliśmy dalej głównym deptakiem miasta Corso Umberto doszliśmy do Piazza IX Aprile, przy którym stoi wieża zegarowa. Dalej ruszyliśmy w kierunku Piazza Duomo, po drodze co chwilę skręcaliśmy w boczne uliczki. Szczególnie te udekorowane ozdobami z ceramiki nas przyciągały. Właściwie większą cześć dnia spędziliśmy na szwendaniu się po bocznych uliczkach i to chyba najlepszy sposób na poznanie tego miasteczka.

Po wyjściu z Centro Storico przez Porta Catania poszliśmy do ogrodów przy hotelu Excelsior. Nie wiemy czy są ogólnodostępne, my po prostu weszliśmy tam bo brama była otwarta. Odpoczęliśmy tam chwilę na leżakach przy basenie, podziwiając widok na wiszącą nad miastem Castelmolę. Niestety nie udało nam się dotrzeć na Isola Bella bo o tej porze roku zamykają ją o 16tej. Nie wiedzieliśmy o tym wcześniej więc zeszliśmy na dół na plaże stromą ścieżką (ok.2km.), i dopiero na miejscu okazało się, że nie uda nam się dostać na wyspę. Dodatkowo zaczęło padać więc na górę wróciliśmy kolejką linową (3 euro/os.). Wieczorem udaliśmy się na lampkę wina w barze ulokowanym w boczni uliczce, a następnie wróciliśmy do Katanii. W trakcie naszego pobytu oczywiście nie oby się bez pizzy, lodów, kawy i cannoli, polecajki znajdziecie w „informacje praktyczne”

Syrakuzy

Ostatniego dnia naszego pobytu na Sycylii, udaliśmy się do Syrakuzy. Ale zanim pojechaliśmy tam autobusem, to odwiedziliśmy kolorowy Piazza Goliarda Sapienza. To miejsce, które kiedyś należało do pań lekkich obyczajów, a teraz udekorowane jest dekoracjami stworzonymi ze śmieci. Jeśli lubicie takie klimaty, to bardzo polecamy wpaść tam na chwilę. Być może w sezonie działa tam bar, widzieliśmy go ale w listopadzie był zamknięty.

Po ok.1,5 godzinnej podróży autobusem, dotarliśmy do Syrakuzy, miasta, którego historia sięga czasów antycznych. Zostało założone w 734 p.n.e ale już dużo wcześniej istniała tam grecka osada. Było to jedno z największych miast starożytnej Grecji. Najbardziej znaną postacią Syrakuzy jest Archimedes, który żył w tym mieście i zginął w jego obronie. Miasto zostało założone na wyspie Ortigia, dopiero później rozrosło się też na lądzie. Na lądowej części znajduje się duża strefa archeologiczna, jednak my, ze względu na ograniczenia czasowe, tym razem skupiliśmy się na wyspie. Najlepszym sposobem na zwiedzanie Syrakuz jest zagubienie się w wąskich uliczkach, gdzie można uciec od tłumów, a jak nogi odmówią posłuszeństwa, to na pewno będzie gdzie usiąść w klimatycznym miejscu na kawkę albo aperitivo. 

Z największych atrakcji miasta możemy wymienić ruiny świątyni Apolla, które znajdziecie zaraz po przekroczeniu jednego z dwóch mostów na wyspę. Nieopodal świątyni jest Antico Mercato, wokół którego w dzień powszedni odbywa się targ. Niestety targ jest nieczynny w niedzielę, czego nie sprawdziliśmy układając plan, więc ominęła nas ta atrakcja.

Na Piazza Archimede stoi piękna fontanna Artemidy. Rzeźby na fontannie przedstawiają też sceny z mitu o Aretuzie, czyli nimfie zamienionej w wodę. Źródło Aretuzy znajdziecie tuż nad brzegiem morza. Ciekawostką jest że przy źródle rośnie papirus, w Europie papirus rośnie tylko na Sycylii i to tylko w dwóch czy trzech miejscach. 

Centralnym punktem miasta jest oczywiście Piazza Duomo. Jest to jeden z najładniejszych placów jakie widzieliśmy. Poza ogromną i bogato zdobioną katedrą, dookoła stoją również ładne pałace. To właśnie po tym placu przechadzała się Monica Bellucci w filmie Malena. My na placu przed katedrą trafiliśmy na  średniowieczną paradę z muzyką i pokazem rzucania flagami. To część San Martino Puppet Fest, czyli festiwalu teatru lalkowego. Na jednym z placyków była też średniowieczna wioska, gdzie można było pomachać mieczem i posłuchać koncertu zespołu Les Monts Rieurs. Zespół gra muzykę średniowieczną z rockowym sznytem i całkiem fajnie to brzmiało.